sobota, 31 maja 2014

Rozdział 35

Rozdział dedykowany Belli z okazji jej dzisiejszych urodzin! Wszystkiego najlepszego kochana <3

Wstałam rano z nadzieją, że kolejny dzień minie szybciej niż poprzedni. Od wyjazdu chłopców upłynęło już pięć dni, a kolejne mnie wykańczają. Muszę przetrwać jeszcze kolejne pięć dni i będzie dobrze.
Bardzo tęsknię za Niall`em i nasze smsy oraz dzwonienie do siebie co dwa dni nic nie daje. Na koniec każdej rozmowy rozklejam się jak małe dziecko, uświadamiając sobie, że jesteśmy na dwóch różnych krańcach świata. Nie wiem ile jeszcze tak wytrzymam.
Dzisiaj od samego rana padał śnieg. Wyglądało to prześlicznie, ale było na prawdę zimno. Od razu po przebudzeniu zeszłam na dół i zrobiłam sobie kubek gorącego kakao. Charlie od razu zbiegł za mną po drewnianych schodach, strasznie się na nich ślizgając. Zaśmiałam się i nasypałam mu trochę suchej karmy dla psów. Radośnie zamerdał ogonem i przystąpił do jedzenia, a ja poszłam usiąść do salonu. Włączyłam telewizor i starałam sobie znaleźć coś ciekawego do oglądania. Niestety, miałam ponad 1000 kanałów, ale i tak nie przypadło mi nic do gustu. Jestem wybredna.
Długo nie miałam co robić, więc postanowiłam się ubrać i posprzątać. W końcu do świąt został tylko tydzień, a skoro jestem tutaj sama nie nabrudzę za bardzo.
Ubrałam się w dresy i luźną koszulkę i zabrałam się do pracy. Gdy wysprzątałam cały dół, udałam się na górę. Zabrałam się za pokoje chłopaków. Nie chciałam im nic układać, ponieważ to ich prywatne rzeczy tylko po prostu odkurzyłam u nich podłogi i dywany. W końcu zaszłam do pokoju Niall`a. Był tutaj całkiem spory porządek. Nie dużo rzeczy walało się po ziemi. Zaśmiałam się i włączyłam odkurzacz.
Podczas odkurzania wjechałam nim pod łóżko i nagle coś zaczęło się trzeć. Wyłączyłam go i schyliłam się. W ciemnościach nic nie dostrzegłam. Dotykiem dłoni zaczęłam szukać nie wiadomo czego. W końcu natknęłam się na coś twardego. Nie był to kamień, ale chyba jakieś pudło. Wysunęłam je z pod łóżka i odchyliłam wieko. Nie byłam pewna co do jego otwarcia, ale jednak się na to zdecydowałam. Zajrzałam do środka. Zobaczyłam tam pełno różnych zdjęć. Była tam rodzina Niall`a oraz on kiedy był jeszcze mały. Wyglądał słodko. Gdy zobaczyłam kolejne zdjęcia poczułam ukłucie w serce. Na fotografiach był Niall z Holly. Obydwoje wyglądali na bardzo szczęśliwych. Ich zdjęcia były z parku, domu, imprez, a nawet z Paryża. Niall uświadamia mnie, że już jej nie kocha, ale kiedy to zobaczyłam, uświadomiłam sobie, że ona była dla niego kimś serio ważnym. Ufam mu, że teraz ja jestem dla niego najważniejsza, ale jednak są te zdjęcia. Są one stare i tego jestem pewna, ale trochę dziwnie się czuję patrząc na nich.

~*~

Sprzątanie zakończyłam około 15:00 i postanowiłam wybrać się do galerii. Nadchodziły święta, więc chciałam zrobić chłopakom jakieś małe prezenty.
Ubrałam się i wyszłam z domu, zamykając go na klucz. Gdy znalazłam się na zewnątrz, mróz oblał całe moje ciało. Było na prawdę zimno. Idąc do furtki, zerknęłam na zamknięty garaż obok domu. Tam stał mój samochód, który dostałam od Lou. Muszę jakoś w styczniu załatwić sobie egzamin i zdań na prawo jazdy. To mi wiele ułatwi.
Wyszłam na ulicę i złapałam taksówkę, która po dwudziestu minutach zajechała pod ogromne centrum handlowe. Weszłam do środka i od razu poczułam cudowny zapach sklepów i różnych restauracji. Uwielbiałam zapachy sklepów! Zawsze pachniało taką cudowną nowością, a plus tego z drogerii dobiegały zapachy perfum. Zaciągnęłam się miłym zapachem i rozpoczęłam zakupy.
Chodziłam od sklepu do sklepu i myślałam co im kupić. Oni mają przecież już wszystko i ciężko zrobić im jakąkolwiek niespodziankę. W końcu zdecydowałam, że każdemu kupię jakieś ubranie i mały upominek. Weszłam do jednego z męskich sklepów i wybrałam pięć koszulek ze śmiesznymi napisami. Sądziłam, że spodoba się im to. Idąc do następnego sklepu, zerknęłam na wystawę. Mieli cudowne drobiazgi z imionami. Postanowiłam tam wstąpić. Było tutaj pełno interesujących, małych rzeczy, ale zdecydowałam się na świąteczne kubki z imionami chłopaków. Ciężko było dostać kubek z imieniem ''Niall'', ale miła pani dokładnie przekopała cały magazyn i znalazła ostatni egzemplarz kubka.
Zadowolona zakupami, postanowiłam udać się na jakiś obiad. Pojechałam widną na ostatnie piętro galerii i znalazłam się w miejscu gdzie były same restauracje, kawiarnie oraz różnorodne bary. Udałam się do Nando`s. Niall po prostu zaraził mnie tym miejscem i kocham tutaj jeść.
- Cześć Lottie. - przed wejściem do lokalu, usłyszałam czyjś radosny i znajomy głos. Obróciłam się i zobaczyłam Mackenzie.
- Cześć. - ucieszyłam się kiedy ujrzałam dziewczynę. - Jak dawno się nie widziałyśmy. - przytuliłyśmy się i zaproponowałam, aby Mack zjadła obiad ze mną. Zgodziła się.
Weszłyśmy do restauracji i zajęłyśmy miejsca w rogu. Kelnerka przyszła i przyjęła nasze zamówienia. Po kilkunastu minutach otrzymałyśmy pełne talerze zamówionej potrawy.
- I co u ciebie? Opowiadaj. - zachęcała mnie dziewczyna podczas jedzenia. Mackenzie była moją tak jakby ''przyjaciółką'' i jedyną osobą, którą poznałam w Londynie oprócz chłopaków.
- U mnie się trochę pozmieniało. - powiedziałam i zaczęłam dziewczynie opowiadać o swoim tacie, który złożył mi i chłopakom niedawno wizytę. Opowiedziałam także o wycieczce do Irlandii z Niall`em i innych pobocznych przygodach. - Teraz chłopcy są w trasie, a ja zostałam sama. - dodałam na koniec.
- Wiem. - odpowiedziała co mnie lekko zszokowało. 
- Skąd? 
- Miałam Ci powiedzieć już kiedyś, ale dawno się nie widziałyśmy. Nie było okazji i... - Mackenzie strasznie przeciągała i unikała patrzenia we mnie. O co chodzi?
- Mów. - pośpieszyłam ją, ponieważ moja ciekawość sięgała zenitu.
Dziewczyna westchnęła.
- Pamiętasz jak byliśmy razem na kawie i w tedy poznałam chłopaków? - spytała, a ja pokiwałam głową. - W tedy tak jakoś wyszło, że dałam swój numer Louis`owi, bo o to poprosił i teraz piszemy często ze sobą. - powiedziała, a jej twarz oblały ogromne rumieńce. Schyliła głowę w dół abym tego nie dostrzegła jednak było za późno.
- Zadziwiłaś mnie. - odpowiedziałam z uśmiechem. Louis coś kręci z Mack i nawet mi nie powie? Myślałam, że bardziej sobie ufamy, ale jak widać nie. Ciekawi mnie czy ktoś też o tym wiedział...
- Ale nie mów mu, że ci powiedziałam. - poprosiła.
- Zgoda, ale wiesz, że kiedyś wszystko się wyda. - powiedziałam i wyobraziłam sobie Niall`a i mnie. Tutaj wmawiam Mackenzie, że powinna powiedzieć wszystkim i że prędzej czy później i tak każdy się dowie, a sama ukrywam swój związek z Nialler`em. Uczę innych czego nie robić, a sama popełniam głupie błędy.
Po zakupach i rozmowie z Mackenzie pożegnałyśmy się i każda poszła w swoją stronę. Obiecałam jej, że nic nie powiem Louis`owi, a od Lou muszę wymusić żeby mi to sam powiedział. 
Około 19:30 weszłam do domu. Na dworze było już ciemno i bardzo zimno. Gdy przekroczyłam próg nie usłyszałam szczekania Charlie`go co mnie lekko zdziwiło. Weszłam dalej, w stronę salonu i zobaczyłam zapalony telewizor oraz lampkę. Chciałam sobie wmówić, że to wszystko zostawiłam przed wyjściem, ale to było bardzo nielogiczne. Niepewnie przeszłam wzdłuż salonu i przyjrzałam się wszystkiemu z dokładniejszą uwagą. Po chwili poczułam, że ktoś od tyłu zakrył moje oczy dłońmi. Moje serce przyspieszyło i byłam już mocno przestraszona. 
- Tęskniłaś? - usłyszałam kojący dla mnie głos. Wiedziałam, że był to Niall. Rzuciłam torby z zakupami na ziemię, obróciłam się do niego i mocno w niego wtuliłam. Tak bardzo mi go brakowało. Byłam szczęśliwa, że jest tutaj teraz ze mną.
- Co ty tutaj robisz? Kiedy przyjechałeś? Gdzie są chłopcy? - zsypywałam go setkami pytań, a blondyn tylko się zaśmiał.
- Przyjechałem godzinę temu i jestem sam. - odpowiedział, a ja korzystając z okazji, że jesteśmy sami, mocno pocałowałam go w usta. - Liczyłem na takie powitanie. - zaśmiał się, a ja poczochrałam jego włosy swoją ręką.
- Ja nadal nie rozumiem co ty tutaj robisz Niall. - uświadomiłam go opierając się o kanapę z tyłu. Chłopak trzymając mnie za biodra, oparł się na mnie.
- Stęskniłem się i musiałem przyjechać do ciebie chociaż na te kilka godzin. - powiedział i delikatnie musnął moje usta. 
- Przyjechałeś do mnie z drugiego końca świata, żeby zobaczyć mnie chociaż na chwilę? - zapytałam z niedowierzanie. To było takie kochane.
- Dla ciebie zrobię wszystko, kocham cię. - powiedział i nasze usta się złączyły. Niall całował delikatnie i opiekuńczo. Na początku tylko w usta, a po chwili zszedł na szyję. Zostawiał tam pojedyncze i pełne uroku pocałunki. Po chwili wziął mnie na ręce i nie przestając całować zaniósł na górę. Weszliśmy do jego pokoju i blondyn położył mnie na łóżku. Niall położył się na mnie i dalej mnie całował. To było świetne. Po niedługim czasie poczułam, że jego ręka powędrowała pod moją bluzkę. Na początku lekko się sprzeciwiłam, ale później nie zwróciłam na to uwagi.
Minutę później nie miałam na sobie owej bluzki.
- Jesteś na to gotowa? - spytał odciągając swoje usta ode mnie. Wiedziałam co Niall ma na myśli. 
Pokiwałam głową.
____________________________________________________________________________

Ostatnią scenę chciałam opisać lepiej i dokładniej (wiecie o co chodzi ^^) ale zrezygnowałam...
Jakie wasze opinie?

Zajrzyjcie do zakładki ''Bohaterowie'', ponieważ są dodane pewne ''opisy'' ;-D

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Mało komentarzy ostatnio... ;c


Zaglądajcie do zakładek ''Pytania do bohaterów'' oraz ''Kącik pomysłów'' :D


Szablon na mojego drugiego bloga (http://or-ever-will-be-fine.blogspot.com/) tworzyła @couldabeenthe1 z bloga http://graphicsbyme4you.blogspot.com/.  Teraz zaproszę was na blogi z opowiadaniami tej szabloniarki: http://everythinghadchanged.blogspot.com/ & http://humannature-fanfiction.blogspot.com/ ♥


Czytasz? = Oznacz! Możesz zrobić chociaż tyle.
                            |
                            |

                            |
                            v

sobota, 24 maja 2014

Rozdział 34


Rozdział dedykowany Rossie


Leżałam na łóżku w swoim pokoju i oglądałam jakiś nudny film na laptopie. Zastanawiałam się co będę robiła sama przez cały tydzień. Nie spodziewałam się, że chłopcy mogą wyjechać przed świętami. Tak, przed świętami, ponieważ jest już 13 grudnia. Sama nie wiem jak ten czas szybko przeleciał. W czerwcu przyjechałam do Londynu, a dzisiaj jest już połowa grudnia i tyle się zmieniło. Na początku byłam pyskatą i zamkniętą w sobie dziewczyną, która w ogóle nie miała uczuć, a teraz jestem inna. To dzięki chłopakom tak się zmieniłam. Pogodziłam się z Louis`em i zyskałam bliskich przyjaciół oraz chłopaka... a w zasadzie to dwóch. Muszę w końcu zakończyć ten chory związek z Harry`m. Niby nadal jesteśmy razem, ale od dawna między nami jest źle, to widać i czuć. Przez mój wyjazd do Irlandii oddaliliśmy się od siebie jeszcze mocniej co doszczętnie nas zniszczyło. Kiedyś spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, a teraz co? Ja siedzę sama u siebie w pokoju, a on nawet nie wiem gdzie jest. Szczerze to i tak nie mam ochoty na siedzenie z nim. Kocham go, ale już nie jako swoją drugą połowę. Chyba jako przyjaciela. Mam już dosyć udawania, że między nami jest wszystko dobrze. Muszę z nim porozmawiać i chyba teraz nadszedł ten moment. Wiem, że to może go zaboleć, ale nie mogę dłużej żyć w kłamstwie. Pora z tym skończyć raz na zawsze.
W tej chwili nie myślałam czy Harry śpi czy też nie. Śmiało wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi. Szybko je otworzyłam, a za nimi stała postać z burzą brązowych loków na głowie.
- Cześć. - powiedział brunet stojący przede mną. Kiedyś witaliśmy się inaczej...
- Hej. - odpowiedziałam. - Chciałam z tobą porozmawiać. - oznajmiłam niepewnie spuszczając wzrok w podłogę. Nie wiedziałam jak mam się teraz zachować. To trudne.
- Ja też. - powiedział, a ja lekko się zdziwiłam. Zaprosiłam chłopaka do pokoju.
- O czym chciałeś porozmawiać? - spytałam kiedy każdy z nas zajął miejsce. Siedziałam na łóżku, a on na białym fotelu przy oknie. Byłam bardzo ciekawa co Harry ma mi do zakomunikowania.
Brunet wpatrywał się w podłogę i długo nic nie mówił. Nie chciałam go popędzać, ale byłam ciekawa. Niepewność nie dawała mi spokoju.
- Porozmawiajmy o nas. - powiedział po chwili. Ciekawie się zaczyna... - Między nami nie jest tak jak kiedyś Lottie. - mruknął i wstał z fotela. Wolnym krokiem przemierzał mój pokój w tą i z powrotem. Był mocno zamyślony, a każde jedno słowo przychodziło mu z trudem. Widziałam to.
- Wiem, że dużo się zmieniło, ale...
- Cholernie dużo się zmieniło! - przerwał moją wypowiedź.  - Po twoim przyjeździe z Irlandii strasznie się zmieniłaś. Nie rozmawiamy ze sobą już tyle i w ogóle. Mam wrażenie, że mnie unikasz.
- Nie unikam Cię. - obroniłam się kłamstwem, a Harry westchnął.
- Słuchaj, ja nie wiem co tam się wydarzyło, że teraz to odbija się na naszym związku, ale mi możesz przecież powiedzieć, prawda? Chcę tylko prawdy. - powiedział i zatrzymał się nade mną, a ja nie wiedziałam co powiedzieć.
- Tam się nic nie wydarzyło. - odpowiedziałam, a on oddalił się lekko ode mnie.
- Ja wiem, że coś jest nie tak i chyba raczej to się nie zmieni. - powiedział. - Moim zdaniem powinniśmy to skończyć. - dodał po chwili i podszedł do okna. Spojrzałam na jego dłonie, w których palce nerwowo ocierały się o siebie. To było dla niego ciężkie.
- Chcesz ze mną zerwać? - spytałam. Wiem, że sama chciałam to zrobić, ale teraz dziwnie się poczułam. Podobnie jak w Doncaster straciłam Logan`a, bardzo podobnie.
- Nie. - zaprzeczył, a ja wstałam i zbliżyłam się do niego. Jego twarz była taka mizerna. Widziałam smutek w jego oczach. Zrobiło mi się go bardzo żal. - Chcę abyśmy po prostu zakończyli nasz związek. Widać on nie ma przyszłości i lepiej będzie nam oddzielnie. - miał rację. Chciałam się rozstać bez większej złości i smutku.
- Zgadzam się. - powiedziałam i spuściłam wzrok. Przeżyliśmy razem sporo pięknych chwil i szkoda mi końca. Kochałam go i nadal go kocham tylko inną miłością.
- Czyli koniec? - podpytał i spojrzał na mnie.
- Koniec. - mruknęłam po czym poczułam na sobie jego ciepłe ramiona. Styles mocno przytulił mnie do siebie, a ja to odwzajemniłam. Jedna, mała, samotna łza popłynęła z mojego oka. Trochę żałuję końca.
Kiedy odeszliśmy od siebie kawałek, Harry otarł dłońmi swoją twarz i lekko się do mnie uśmiechnął co odwzajemniłam.
- Będzie dobrze. - powiedział i poszedł do drzwi. - Dobranoc. - i wyszedł.
- Dobranoc. - odpowiedziałam cicho.
Teraz, oficjalnie moim chłopakiem jest tylko Niall. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej mi smutno, bo wiem jak Harry może to przeżywać przez jakiś czas. Ale tak jak powiedział ``Będzie dobrze`` i tego musimy się trzymać.

~*~

To już dzisiaj. To dziś chlopcy wyjeżdżają. Samolot mają o 18:00, a jest dopiero ranek. Od ponad godziny słyszę ich jak buszują po domu i się pakują. Nie potrafią nawet tego zrobić cicho i spokojnie.
Właśnie siedzę przed oknem i wpatruję się w cudowną panoramę Londynu. Dzisiaj do naszego miasta zawitał śnieg, który okrył wszystko dookoła. Ulice, domy i podwórka są całe białym puchu. To wygląda prześlicznie. Wczoraj na dworze padało i było strasznie szaro, a dzisiaj tak pięknie. Może pogoda zmieniła się na moje urodziny? Tak, dzisiaj mam urodziny, a dokładniej osiemnaste. Nie liczę na żadne życzenia od nikogo, bo Louis może nie pamiętać, a chłopcy po prostu nie wiedzieć. Dzisiaj rano dostałam trzy smsy i jeden telefon z życzeniami od rodziny z Doncaster. Było mi miło, że pamiętają.
Nie urządzam żadnych ogromnych urodzin jak wypadałoby na  te szczególne osiemnaste, ponieważ nawet nie mam na nie kogo zaprosić. Zwykle zaprasza się rodzinę i przyjaciół, ale ja niestety jestem sama. Moja rodzina mieszka kawał od Londynu, a przyjaciele... mam tylko chłopaków i Mackenzie, z którą bardzo dawno się nie widziałam. Ogólnie nie nastawiam się na życzenia, ani na żaden ``wielki dzień``. Chłopcy mnie dzisiaj zostawiają i nic już tego nie poprawi.
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę. - odpowiedziałam i odwróciłam się w przeciwną stronę do okna. Do pokoju wszedł Lou z wielkim uśmiechem na ustach. Aż sama musiałam się uśmiechnąć. Jego ``banan`` na twarzy był bardzo zaraźliwy.
- Dzień Dobry. - przywitał się. - Zapraszam na śniadanie. - powiedział i nawet nie poczekał na moją odpowiedź tylko wyszedł. Świetnie.
Stwierdziłam, że skorzystam z zaproszenia dlatego poszłam się ubrać w leginsy oraz ciepły, granatowy sweter. Włosy spięłam w kitkę i zeszłam na dół. Kiedy weszłam do kuchni zobaczyłam piękne śniadanie na stole i chłopców, którzy stali przy stole. Nie było z nimi Niall`a.
- Cze... - chciałam się z nimi przywitać, ale po chwili wszyscy zaczęli śpiewać ``Happy Birthday!``. Byłam bardzo zdziwiona, że wiedzieli o moich urodzinach i ślicznie zaśpiewali mi piosenkę.
- Dziękuję. - podziękowałam, a oni tylko się uśmiechnęli i zaczęli pokolei podchodzić i składać mi życzenia.
- Wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia, szczęścia oraz spełnienia marzeń. - powiedział Liam, przytulił mnie i wręczył średniej wielkości torbę z prezentem. - Prezent wybierała Danielle. - dodał i odszedł.
- Podziękuj jej. - zaśmiałam się i przyszedł Zayn. Ścisnął moją rękę.
- Jestem kiepski w składaniu życzeń. - zaśmiał się. - Ogólnie wszystkiego najlepszego, miłości, wiele szczęścia. - powiedział i wręczył małą, czerwoną torebeczkę. - I powodzenia z Niall`em. - szepnął kiedy odchodził. Zayn od tej pory kiedy zobaczył nas razem na balkonie, snuje dziwne podejrzenia. Nie wiem kiedy mu to przejdzie chociaż i tak ma racje...
- Chciałbym życzyć aby Ci się wszystko ułożyło tak jak tego pragniesz. Żebyś zawsze miała uśmiech na twarzy i żeby spełniły się twoje marzenia. - życzenia złożył Harry. Wręczył mi także mały prezent.
Kolejny był Louis.
- Dużo szczęścia, spełnienia wszystkich życzeń, zdrowia, miłości i wiele uśmiechu. Kocham Cię. - powiedział mój brat po czym mocno mnie przytulił.
- Też Cię kocham. Dziękuję. - powiedziałam i przytuliłam go mocniej.
- Chodź ze mną. - powiedział po chwili Lou i pociągnął mnie w stronę drzwi. Posłusznie poszłam za nim. Przed wyjściem założyłam kurtkę oraz buty.
Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, Tomlinson zakrył mi oczy i prowadził nie wiadomo gdzie. Nie sprzeciwiałam się.
W końcu ściągnął swoje dłonie z moich oczu i zobaczyłam mój urodzinowy prezent.
- Proszę. - powiedział i wskazał na niebiesko-białego Mini Morris`a Cooper S.
- To dla mnie? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Nie, dla mnie. - zażartował. - To nie ja zawsze chciałem mieć taki samochód. - dodał, a ja rzuciłam się mu na szyję.
- Dziękuję! - krzyczałam do niego. - Jesteś wspaniały. - komplementy z moich ust sypały się w dużej mierze, ale Louis zrobił mi na prawdę wspaniały prezent. Od zawsze marzyłam o takim samochodzie. W końcu będę mogła sama jeździć, ale na razie nie mam prawa jazdy...
- Mogę wsiąść? - spytałam, a Lou rzucił mi kluczyki przy, których był breloczek z napisem `Lottie`. Uśmiechnęłam się i popędziłam w stronę auta. Wsiadłam i zaczęłam rozglądać się dookoła niego. Widać był zupełnie nowy. Louis chyba trochę się na niego wykosztował przez co jest mi głupio. Nie zasługuję na takie prezenty.
Wysiadłam i powiedziałam Lou co o tym myślę. On nie zgodził się z tym.
- To nie jest za drogi prezent. - wmawiał mi kiedy szliśmy z powrotem do domu.
- Ten samochód kosztował sporo pieniędzy, przecież wiem.
- Przestań. Jest mnie stać. - powiedział. Od kiedy on tyle zarabia strasznie szasta pieniędzmi co nie bardzo mi się podoba, ale to nie moje pieniądze to nie moja sprawa.
Poszłam z powrotem do kuchni gdzie wszyscy jedli wystawne śniadanie. Wzięłam swoje prezenty od chłopaków i poinformowałam ich, że zaraz wracam.
Skierowałam się do swojego pokoju. Kiedy się z nim znalazłam, prezenty położyłam obok łóżka. Stwierdziłam, że nie będę tutaj dłużej siedzieć i postanowiłam wyjść. Jednak do mojego pokoju weszła osoba, z którą pragnęłam się dzisiaj zobaczyć. Wszedł Niall.
- Wszystkiego Najlepszego! - krzyknął. Miał w rękach jakieś duże pudełko.
- Dziękuję. - odpowiedziałam. Chciałam go przytulić i pocałować, ale pudełko mi przeszkadzało.
- Proszę. - powiedział i wręczył mi pudełko, które było w pomarańczowym kolorze. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się niewinnie siedzący, mały pies, który cicho zapiszczał. Od razu wyciągnęłam go z pudełka i przytuliłam do siebie. Był taki uroczy. Uszy i połowę pleców miał w kolorze brązowym, a resztę w białym. Wyglądał prześlicznie!
- Dziękuję. - odłożyłam go i rzuciłam się na Niall`a. - Jesteś taki kochany, dziękuję. - nie wiedziałam jak mam mu podziękować. Był to jeden z najlepszych prezentów jakie dostałam.
- Nie ma za co skarbie. - odpowiedział i mnie pocałował co od razu odwzajemniłam i znów zaczęliśmy się namiętnie całować nie mogąc przestać. Po chwili oderwałam się od niego.
- Niall, bo jeszcze ktoś zobaczy. - powiedziałam obawiając się. On tylko lekko się uśmiechnął i ostatni raz musnął moje usta.

~*~

- Przykro mi, że wyjeżdżam akurat w twoje urodziny. - powiedział zmartwiony Louis, który stał z chłopakami na korytarzu.
- Nie twoja wina. - odpowiedziałam, trzymając na rękach psa, którego dostałam od Niall`a.
- Cześć. Będziemy dzwonić. - powiedział Louis i skierował się z chłopakami do drzwi.
- Cześć. - odpowiedziałam i wyszli. Zostałam sama, a w zasadzie to nie sama tylko z Charlie`m. Charlie ma na imię pies, którego podarował mi dzisiaj Nialler. Sądzę, że to imię do niego pasuje.
Moje urodziny były świetne! Nie spodziewałam się nawet takich. Prezenty, które dostałam i na które w ogóle nie liczyłam, były bardzo trafione. Przed wyjazdem podziękowałam chłopkom jeszcze raz.
Teraz muszę zaczekać tydzień do ich przyjazdu. Nie wiem co będę robiła w tym czasie, ale w końcu mam Charlie`go.

___________________________________________________________________

Nudny rozdział i to bardzo. Były urodziny Lottie i to tyle. Teraz nie będzie chłopaków przez może... dwa rozdziały? Ogólnie czas poleci szybko. W tedy kiedy ich nie będzie i tak zdarzy się coś niesamowitego! To będzie serio ciekawe ;) Czekajcie xx
Chciałam przedłużyć rozdziały (pisać je dłuższe), ale bardzo mało osób czyta tego bloga, więc stwierdziłam, że to nie ma sensu... Ten rozdział ogólnie jest dłuższy przez przypadek. Jeśli będzie dużo komentarzy to zwiększę długość rozdziałów :-)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Nie mam siły poruszać już tematu komentarzy. Z ostatnich jestem bardzo zasmucona. Blog ma 53 obserwatorów, tyle wyświetleń, a ledwo 20 komentarzy na dwa tygodnie... Gdyby wszyscy komentowali jak kiedyś byłoby ich wiele więcej, ale nie robicie tego. Dlaczego? Nie wiem. Nie chce wam się? Brakuje wam czasu? Byłoby mi bardzo miło gdyby każdy z was, po przeczytaniu rozdziału, znalazł tą minutę na dodanie komentarza, długiego lub krótkiego, ale komentarza, proszę.


Zaglądajcie do zakładek ''Pytania do bohaterów'' oraz ''Kącik pomysłów'' :D


Szablon na mojego drugiego bloga (http://or-ever-will-be-fine.blogspot.com/) tworzyła @couldabeenthe1 z bloga http://graphicsbyme4you.blogspot.com/.  Teraz zaproszę was na blogi z opowiadaniami tej szabloniarki: http://everythinghadchanged.blogspot.com/ & http://humannature-fanfiction.blogspot.com/ ♥


Czytasz? = Oznacz! Możesz zrobić chociaż tyle.
                            |
                            |

                            |
                            v

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 33


Rozdział dedykowany Wiksie <3


- Możemy porozmawiać? - po cichym pukaniu w drzwi, usłyszałam głos z irlandzkim akcentem.
- Tak. - odpowiedziałam cicho. Niall wszedł i usiadł obok mnie leżącej na łóżku. Między nami długo panowała cisza. - Louis Cię przysłał? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedział. - Chłopcy powiedzieli, że teraz powinnaś być sama i nikt ma do ciebie nie przychodzić. - powiedział.
- To co ty tutaj robisz?
- Nie mogłem tam wytrzymać ze świadomością, że właśnie siedzisz i prawdopodobnie płaczesz. - zbliżył się do mnie i delikatnie musnął moje usta. Lekko się uśmiechnęłam co on odwzajemnił.
- Jesteś taki kochany. - powiedziałam i przywarłam do niego. On objął mnie swoim ciepłym ramieniem.
- Możemy teraz porozmawiać o twoim ojcu? - zapytał po chwili. Spojrzałam na niego nieprzekonana. Nie chciałam o nim rozmawia, ale chciałam się dowiedzieć czego on chciał.
- Powiedz mi, czego on chciał? - zapytałam chłopaka odsuwając się od niego.
- Chciał się z tobą zobaczyć, ale Louis mu na to nie pozwolił. - odpowiedział. 
- I słusznie. - zgodziłam się. - Co ja powinnam zrobić? - zapytałam sama siebie po chwili.
- Sądzę, że powinnaś sobie z nim wszystko wyjaśnić. - odpowiedział blondyn chociaż pytanie w ogóle nie było skierowane do niego.
Mój ojciec dzisiaj przyszedł i w jednej chwili popsuł mój humor. Moje życie od pół roku jest idealne, a on psuje to jedną wizytą. 
- Lottie. - powiedział Niall machając mi ręką przed oczami. Widocznie odpłynęłam w myślach. Na jego słowa uniosłam głowę do góry. - Myślę, że powinnaś się z nim spotkać i wszystko wyjaśnić. - zaproponował. Jego pomysł na początku wydał mi się zupełnie nierealny, ale kiedy go przemyślałam, spodobał mi się.
- Masz rację, ale... - było jedno ''ale''. Mój strach. - Ale się boję. - dopowiedziałam po chwili przez co Niall wziął mnie na ręce i posadził u siebie na kolanach po czym mocno przytulił do siebie.
- Nie musisz się bać. Będę przy tobie. - powiedział, gładząc mnie po czubku głowy.
Nialler miał bardzo dobry pomysł z tym spotkaniem. Obiecał, że wszystko załatwi i wybierze się na nie ze mną co dodało mi otuchy oraz chęci.

~*~ 

- Idź mu powiedz, że idziemy do Nando`s czy coś. - namawiałam Niall`a kiedy ubrani w kurtki, staliśmy w hallu. Mój chłopak jakimś cudem zdobył numer do mojego ojca i umówił mnie z nim na spotkanie w pobliskiej kawiarni. Nialler na szczęście idzie ze mną. Teraz musimy pod jakimś pretekstem wyjść z domu. Nie mogę powiedzieć Louis`owi o moim i ojca spotkaniu.
- Zgoda. - powiedział blondyn i zniknął za rogiem. Po chwili przybiegł i wyszliśmy na zewnątrz. Nagle poczułam mocne zimno, które otula moją twarz. Grudzień w tym roku był wyjątkowo paskudny i mroźny. Otuliłam się dokładniej szalikiem i ruszyłam za Niall`em do furtki. Zaczęliśmy iść w stronę umówionego miejsca.
- Będzie dobrze. - blondyn pocieszał mnie przez całą drogę. Starałam się wierzyć w jego słowa.
Dziesięć minut później byliśmy na miejscu. Kiedy rozebraliśmy się z kurtek poznałam, że to ta sama kawiarnia gdzie byłam z chłopakami i Mackenzie.
Niall skierował nas do stolika gdzie już siedział mój tata. Przed zajęciem miejsc, blondyn delikatnie ścisnął moją rękę, aby dodać mi odwagi. Niezbyt pomogło.
Usiadłam obok Niall`a, a na przeciwko ojca bez słowa.
- Dzień Dobry. - Niall się przywitał.
- Dzień Dobry. Dziękuję, że przyszliście. - to samo odpowiedział mój tata. Było mi głupio się odezwać, ponieważ nie widzieliśmy się tyle lat. O czym ja miałam z nim rozmawiać? O tym, że zostawił nas kiedy byliśmy dziećmi? Chyba myślał, że my w tedy jesteśmy niczego nie świadomymi istotkami, które zawsze jakoś sobie poradzą, nawet bez rodziny.
- Dzień Dobry Lottie. - powiedział tata. Z jednej strony byłam bardzo szczęśliwa, że mogłam usłyszeć jego głos, zobaczyć go, ale z drugiej był dla mnie nikim. Po tym co zrobił naszej rodzinie to nie ma sensu.
- Dzień Dobry. - pierwsze słowa jakie wybełkotałam do niego.
- Zamówię nam kawę. - po chwili powiedział Niall, wstał i odszedł w stronę lady, rzucając mi tylko miły uśmiech, którego nie odwzajemniłam. Nie miałam humoru. 
- Co u ciebie? Opowiadaj. - powiedział uśmiechnięty ojciec. Myślałam, że po prostu sobie ze mnie kpi. 
- Zjawiasz się po tylu latach i pytasz po prostu co u mnie? - zadrwiłam z jego słów. - Czy ty w ogóle siebie słyszysz? - pytania w jego stronę płynęły z moich ust niczym woda. Czułam, że to co mówię to początek, a zaraz chyba wybuchnę.
- Masz rację, źle zacząłem. - przyznał spuszczając głowę. 
- Gdzie ty byłeś przez te lata? - zapytałam jakby mnie to interesowało.
- Wyjechałem do Hiszpanii. Spotkałem tam pewną koleżankę, z którą zamieszkałem, a wszystko potoczyło się tak, że teraz ona jest moją żoną. - jego historia była strasznie bezsensowna, a kiedy powiedział, że ma nową żonę myślałam, że coś mnie roztrzaska. Nie był nawet na pogrzebie mamy, a ma jakąś nową lafiryndę! 
Do stolika zawitał Niall z kawą dla mnie i dla siebie. Mój tata już miał jakiś napój w szklance, który najwyraźniej zamówił przed naszym przyjściem.
- I czego teraz oczekujesz? - kontynuowałam nasz nieskończony temat.
- Ciebie - odpowiedział i upił łyk napoju. - Odszedłem od matki, ale nie od was. Nadal was kocham i chcę z wami być jak najbliżej - kiedy to powiedział zaśmiałam się z niego sarkastycznie.
- Po tylu latach sobie o nas przypomniałeś?! - lekko podniosłam głos. Niall siedział cicho i wpatrywał się w naszą dyskusję.
- Chciałem was odwiedzić, ale matka...
- Przestań o niej mówić! - przerwałam mu. Ojciec spychał wszystko na mamę. Według niego ona była najgorsza i wszystko to jej wina. 
Do moich oczu powoli nabierały się łzy.
- Mama była przy nas kiedy ty miałeś nas w dupie. - ostatnie słowa jakie powiedziałam przed wybuchnięciem płaczem. Niall od razu mnie przytulił.
- Lottie nie płacz. - ojciec lekko zwolnił. - Może masz rację, że moja wina też tutaj jest. - przytaknęłam ocierając lekko oczy od płynących łez. - Ja... - jąkał się. - Przepraszam za to wszystko. Wiem, że zmarnowałem tyle lat, ale chcę to wszystko wynagrodzić. - powiedział.
- Jak? - spytałam ciekawa. Uścisk Niall`a uspokajał mnie coraz bardziej.
- Chciałbym zabrać Cię do siebie, do Hiszpanii. - powiedział, a ja zamarłam. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Chyba sobie pan żartuje! - wtrącił Niall. Nie wiedziałam po co on wcina się do tego wszystkiego, ale nic nie mówiłam. Byłam zbyt zszokowana propozycją taty.
- To co słyszałeś. - powiedział ostro, co nie spodobało się Nialler`owi. Widziałam to po jego minie i wzroku. - Zabieram Lottie do Hiszpanii na stałe. - powtórzył. Postanowiłam się odezwać.
- Nie. - zaprotestowałam. - Mam prawie osiemnaście lat i nie będziesz mi rządził gdzie mam mieszkać. Teraz moim prawnym opiekunem jest Louis, więc nie masz nic do powiedzenia! - krzyknęłam mu prosto w twarz i wstałam od stolika.
- Idziemy Niall. - powiedziałam, a blondyn bez słowa do mojego ojca ruszył za mną. Założyliśmy kurtki i opuściliśmy lokal. Po tej rozmowie wiem, że ojciec się nie zmienił. Chciał po prostu odzyskać jedno z dzieci, lecz niestety nie udało mu się. Teraz nie chcę go widzieć.
- Dziękuję, że ze mną poszedłeś. - powiedziałam do chłopaka, a on przystanął.
- Nie ma za co. - odpowiedział i pocałował mnie w usta. Było zimno, a nasze złączone wargi dawały idealne ciepło. Odwzajemniłam jego pocałunek i wszystko przerodziło się w uroczą scenę czułości. Jednak po chwili opamiętaliśmy się, że ktoś może nas zobaczyć. Po chwili ruszyliśmy w stronę domu.
Kiedy dotarliśmy do ciepłego budynku od razu poszliśmy zrobić sobie herbatę. W kuchni napotkaliśmy wszystkich chłopaków. Mieli bardzo radosne miny. Nawet Louis, któremu już pewnie przeszedł gniew na ojca. Musimy o nim wszyscy po prostu zapomnieć.
- Niall, musimy Ci coś powiedzieć. - powiedział zadowolony Zayn. Usiedliśmy przy stole i wsłuchaliśmy się w chłopaków. Byłam ciekawa co mają blondynowi do zakomunikowania.
- Dzwonił do nas Paul i pojutrze wyjeżdżamy do USA. - ta wiadomość zwaliła mnie z nóg. Wiedziałam, że chłopcy teraz wyjadą, a ja zostanę sama. To straszne!
- Co? - zapytał zdziwiony Niall. - Na długo?
- Na tydzień. Jedziemy promować ostatni album. - powiedział Lou. Widziałam jak chłopcy cieszyli się z okazji wylotu do stanów, ale mi było smutno, że zostanę tutaj zupełnie sama. Wiem, że to tylko tydzień, ale dla mnie to cała wieczność. Nie wytrzymam tygodnia bez nich, a tym bardziej tygodnia bez Niall`a.
Po chwili pożegnałam się z chłopakami i wyszłam z kuchni kierując się do swojego pokoju. Kiedy znalazłam się w wyznaczonym pomieszczeniu, rzuciłam się na łóżko. 
Ten dzień był straszny... Najpierw spotkanie z ojcem, a teraz wiadomość, że chłopcy mnie zostawią samą na tydzień!
____________________________________________________________________


Rozdział dodany punktualnie, ponieważ napisałam go tydzień wcześniej. Jak wam się podoba? Moim zdaniem jest trochę nudny, ale są pomysły na następny :D


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

DZIĘKUJĘ TYM CO KOMENTUJĄ KAŻDY ROZDZIAŁ CHOĆBY JEDNYM SŁOWEM <3 To dla mnie i tak wiele.


Zaglądajcie do zakładek ''Pytania do bohaterów'' oraz ''Kącik pomysłów'' :D



Czytasz? = Oznacz! Możesz zrobić chociaż tyle.
                            |
                            |

                            |
                            v

Od założenia bloga minęło: